Holy Saturday!

Posted: 23rd February 2012 by gackowski.wojciech in NBA
Comments Off

Dzisiejszego wieczoru zostanie rozegrana ostatnia kolejka NBA przed All-Star Game. Będziemy świadkami czterech wspaniałych spotkań, które powinny wprowadzić nas w nastrój koszykarskiego święta. Jaki plan na weekend? Orlando!

Liga potrafi czasami zaskoczyć. Są chwile kiedy mam już dosyć, ale są też takie, kiedy nie mogę powstrzymać uśmiechu na twarzy. Dzisiaj włącza mi się opcja numer dwa. Dlaczego? Odpowiem prosto: Knicks-Heat, Magic-Hawks, Spurs-Nuggets i Lakers-Thunder. Sounds nice? Bet ya! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że po całej tej zabawie mamy pojedynek drużyn Chucka i Shaqa, a dzień później… Wieczór Konkursów!

Na początek? NBA D-League All-Star Game! Coś nowego, ale pomysł naprawdę dobry. Będziemy mieli okazję zobaczyć w roli graczy, którzy nie załapali się do NBA, ale to wcale nie znaczy, że nie potrafią grać. Takie spotkanie pozwoli wszystkim fanom poszerzyć swoją wiedzę na temat koszykówki amerykańskiej nie tylko na najlepszym poziomie, ale też ciut niżej. Kogo zobaczymy w tym spotkaniu? Gerald Green, Andre Emmet, Jerry Smith i Jeff Foote. Nazwiska może nie mówią zbyt wiele, ale tylko poczekajcie aż zobaczycie ich w akcji.

Po spotkaniu gwiazd z NBDL przyjdzie czas na pojedynek ‘Rzucających Gwiazd’. Co to? Zgodnie z wypracowaną w latach wcześniejszych formułą, naprzeciw siebie staną reprezentacje drużyn z Nowego Yorku, Atlanty, Orlando i Teksasu. Nie będą to jednak drużyny w zwykłym tego słowa znaczeniu. W każdej z reprezentacji zobaczymy trzech zawodników, a właściwie dwóch zawodników i jedną zawodniczkę. Pani będzie reprezentantką drużyny z WNBA, jeden z panów jest gwiazdą z wcześniejszych lat, a drugi obecnie grającym zawodnikiem. W zeszłym roku zwyciężyła drużyna z Atlanty, pokonując w finale team z Teksasu. W tym roku drużyny wystąpią w następujących składach:

Team Orlando: Jameer Nelson, Marie Ferdinand-Harris i Dennis Scott

Team Atlanta: Joe Johnson, Lindsey Harding i Steve Smith

Team New York: Landry Fields, Cappie Pondexter i Allan Houston

Team Texas: Chandler Parsons, Sophia Young i Kenny Smith

Po pokazie drużyn gwiazd przyjdzie pora, żeby Stephen Curry spróbował obronić swój tytuł w Taco Bell Skills Challenge. Każdy z zawodników będzie miał do pokonania tor przeszkód, na który składa się slalom, rzut wolny, podanie kozłem i lay-up. Konkurs ma na celu pokazać, który z rozgrywających jest najbardziej zwrotny, najlepiej podaje, ale przede wszystkim jest najbardziej wszechstronny. W tym roku w konkursie wezmą udział: Stephen Curry, Kyrie Irving, Tony Parker, John Wall, Russel Westbrook i Deron Williams. Będzie ciekawie!

Kiedy już dowiemy się, kto jest najsprawniejszym rozgrywającym w lidze, będziemy świadkami konkursu rzutów za trzy. W zeszłym roku po pojedynku z dwójką Celtów (Ray Allen, Paul Pierce) zwyciężył James Jones. Zawodnik Miami Heat (przedstawiciele tego klubu wygrywali trzykrotnie w ostatnich pięciu latach) będzie w tym roku próbował powtórzyć zeszłoroczny sukces, ale na pewno nie będzie łatwo, bo przeciwnicy są jak zawsze bardzo wymagający. Obok zawodnika z Miami na parkiecie zobaczymy kilku ciekawych zawodników. Będą to Kevin Love, Ryan Anderson, Anthony Morrow, Mario Chalmers i Kevin Durant, który zastąpi kontuzjowanego w ostatniej chwili Joe Johnsona. Ciężko powiedzieć kto wygra, ale na pewno byłoby ciekawie gdyby udało się to Kevinowi…

Na koniec wisienka na torcie – Sprite Slam Dunk Contest. Najbardziej widowiskowy z konkursów, najbardziej medialny z konkursów i najbardziej kontrowersyjny z konkursów. Od lat czekamy, żeby zobaczyć w konkursie LBJ’a, DeRozana czy Wade’a, ale także w tym roku nie dane nam będzie zobaczyć ich w akcji. Nie zmienia to faktu, że zawodnicy występujący w konkursie wsadów będą na pewno w stanie zapewnić nam rozrywkę na najwyższym poziomie. Derrick Williams, Paul George, Jeremy Evans i Chase Budinger będą próbowali pokazać, że skaczą najwyżej, są najbardziej kreatywni i najsilniej ciskają piłką w obręcz. Moim skromnym zdaniem największe szanse na zwycięstwo ma ktoś z dwójki Williams – George, ale nie można wykluczyć, że skoczek z Utah czy rudowłosy jumper nas zaskoczą. Pewne jest tylko to, że będziemy świadkami wspaniałej uczty dla fanów koszykówki i cały sobotni wieczór spędzimy przykuci do ekranów. Można? Trzeba!

Share:
  • Facebook
  • Twitter

Time to party!

Posted: 22nd February 2012 by gackowski.wojciech in NBA

Uczelnia uczelnią, post postem, śmierć Ryśka śmiercią Ryśka, ale zbliżający weekend będzie się rządził swoimi prawami. Po raz kolejny fani basketu na całym świecie będą mogli powiedzieć do swoich rodzin: telewizor zarezerwowany, leave or shut up! Tak, tak, już w ten weekend kolejny All-Star Game! Tym razem w gościnnej, miejmy nadzieję, hali Amway Center w Orlando.

Fiesta rozpocznie się już w piątkowy wieczór (u nas jak zwykle późną nocą), kiedy to w pojedynku gwiazd zmierzą się drużyny Kevina Duranta i Dwighta Howarda. Nie będzie to jednak pojedynek pomiędzy Thunder a Magic. Wymienieni panowie wystąpią bowiem w roli trenerów i będą mieli za zadanie poustawiać na boisku sławy ekranu. Będziemy mieli okazję zobaczyć jak z piłką radzą sobie min. Ne-Yo, Jesse Willimas (Chirurdzy), Penny Hardaway czy Tamika Catchings. W zeszłym roku zwycięsko z pojedynku wyszedł zespół Wschodu, który pokonał Zachód 54-49. Za najlepszych zawodników zostali wtedy uznani Justin Bieber (…) i Romeo Miller, który moim zdaniem śmiało mógłby zagrać jako PG w Lakers…

Po spotkaniu gwiazdeczek przyjdzie pora na młode wilki – naprzeciwko siebie staną drużyny zbudowane z pierwszo i drugoroczniaków.  Jednak zabawa będzie przebiegała troszkę inaczej, niż zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. W latach poprzednich rookies stanowili jedną drużynę, natomiast sophomores drugą. W tym roku wszyscy zawodnicy zostali wrzuceni do jednego worka (a raczej tablicę) i przeprowadzono mini-draft. Trenerami drużyn będą Shaq i Chuck, czyli nie kto inny jak Shaquille O’Neal i Charles Barkley. Jak drużyny wyglądają na papierze? Co najmniej imponująco.

Team Shaq


Blake Griffin
, LA Clippers
Jeremy Lin, NY Knicks
Ricky Rubio, Minnesota Timberwolves
Markieff Morris, Phoenix Suns
Kemba Walker, Charlotte Bobcats
Landry Fields, NY Knicks
Norris Cole, Miami Heat
Brandon Knight, Detroit Pistons
Tristan Thompson, Cleveland Cavaliers
Greg Monroe, Detroit Pistons

Team Chuck

Kyrie Irving, Cleveland Cavaliers
DeMarcus Cousins, Sacramento Kings
Derrick Williams, Minnesota Timberwolves
Paul George, Indiana Pacers
MarShon Brooks, NJ Nets
John Wall, Washington Wizards
Evan Turner, Philadelphia 76ers
Gordon Hayward, Utah Jazz
Kawhi Leonard, San Antonio Spurs
Derrick Favors, Utah Jazz

Ze składu drużyny Chucka wypadł niestety Tiago Splitter, który został zastąpiony Derrickiem Favorsem. Kto wygra? Patrząc na widowiskowość można wnioskować, że team Shaqa, ale sir Charles dysponuje drużyną bardziej zbilansowaną i przez to mogącą sporo ugrać w obronie. Poczekamy – zobaczymy. A to już pojutrze!!!

Share:
  • Facebook
  • Twitter

Next time let me choose, please…

Posted: 10th February 2012 by gackowski.wojciech in NBA
Tags: , , , ,
Comments Off

Kolejna noc za nami i kolejna dawka info z NBA przed nami. A raczej przed Wami. Ja tam już swoje wiem. W dzisiejszym odcinku: rezerwy na All-Star Game, Lakers lepsi od Celtics i nowy fenomen – Linsanity, czyli trochę Tajwanu w NBA.

Co do rezerw to chciałoby się powiedzieć… ehhh. Liga znowu robi swoje. Prawda jest taka, że można by spokojnie poskładać trzy składy, które mogłyby występować w Orlando, ale mają zostać nagrodzeni najlepsi w tym sezonie. Jeżeli chodzi o Zachód to nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że Dirk Nowitzki czy Tony Parker zasługują na grę bardziej niż Kyle Lowry, Monta Ellis czy Rudy Gay. Panowie, proszę, opamiętajcie się! O ile wybór Parkera mogę jeszcze jakoś zaakceptować przez wzgląd na kilka niezłych występów ostatnimi czasy, o tyle wybór Niemca stanowi dla mnie całkowitą zagadkę. Dirk jest mistrzem NBA, ma wspaniały rzut z odchylenia, wypuszcza piłkę na prawie najwyższym pułapie w lidze, ale to nie zmienia faktu, że w tym sezonie gra tylko przeciętnie. 17 punktów i 6 zbiórek to tak naprawdę nic w porównaniu z zeszłorocznym Dirkiem. No i trzeba pamiętać, że Niemiec poprawia sobie staty z przeciwnikami raczej z dolnych części tabel. Podobnie sprawa wygląda ze Steve’m, chociaż on prezentuje w tym roku lepszą koszykówkę niż gracz Mavericks. W wieku 38 lat wciąż ma zdobycze na poziomie double-double, ale jest kilku zawodników, którzy mimo wszystko zasługują chyba trochę bardziej. Naprawdę zaskakuje brak Lowry’ego, który jest na razie moim osobistym faworytem w walce o nagrodę MIP. Na miejsce Kanadyjczyka śmiało mógłby też wskoczyć Ellis (rekordowe 48pkt wczoraj), Paul Millsap (ciągnie stosunkowe słabe Jazz w górę) czy nawet Gallinari, który pokazał, że no Melo no Problem.

Na Wschodzie nie ma już takich obiekcji. Można troszkę ponarzekać na brak Josha Smitha czy RR9, ale ludzie, którzy zostali wybrani w ich miejsce (no może poza Joe Johnsonem) są tam, gdzie być powinni. Dziwi tylko wybór Derona Williamsa. Nie tyle z powodu słabych statystyk tego zawodnika, bo Deron gra bardzo dobrze (21pkt, 9as), ale przyjęło się, że nie bierzemy rezerw ze słaby ekip. Tymczasem Nets mają bilans 8-19 i nikt nie spodziewał się, że będą mieli swojego przedstawiciela w ASG. Czy zmiana na lepsze? Moim zdaniem jak najbardziej, bo Williams na to zasłużył.

Rezerwowi w All-Star Game

Wschód: Chris Bosh, Luol Deng, Roy Hibbert, Andre Iguodala, Joe Johnson, Paul Pierce, Deron Williams

Zachód: LaMarcus Aldridge, Marc Gasol, Kevin Love, Steve Nash, Dirk Nowitzki, Tony Parker, Russel Westbrook

 

Considering L.A.

Jeziorowcom udało się wygrać 275. Spotkanie pomiędzy Lakers a Celtics. Łatwo nie było, ale czwarte spotkanie z serii sześciu wyjazdów drużyna Mike’a Browna może zapisać na plus. Celtowie planowali przedłużyć swoją serię zwycięstw do sześciu, ale swoje trzy grosze postanowili wtrącić Bryant i spółka. Spotkanie od początku było bardzo wyrównane, a najważniejszym punktem meczu były dziwaczne (co nie znaczy brzydkie) asysty. Najpierw Gasol do Bynuma, później Rondo do KG i ponownie Gasol, tyle że do Bryanta. Miodzio! W trzeciej kwarcie Lakers odskoczyli dzięki serii 14-4 i wydawałoby się, że końcówka będzie już troszkę spokojniejsza. Nic z tego. Na minutę przed końcem byli już tylko punkt do przodu, a po trójce Allena przegrywali już dwoma punktami. Na szczęście udało się wyrównać i byliśmy świadkami dogrywki. Pierce przyprawił mnie o zawał trafiając kolejną trójkę, ale na szczęście Bynum trafił po niecelnym rzucie Kobe’go. Mogłoby się skończyć źle, bo na pięć sekund przed końcem ponownie rzucał Pierce, jego niecelny rzut zebrał Allen i piłka już miała wpaść do kosza, gdy równo z końcową syreną zablokował ją Gasol. Looove it! Lakers wygrali 88:87 i poprawili trochę swój słaby wynik (15-11).

Los Angeles Lakers 88:87 Boston Celtics (Bryant 27pkt, Gasol 25pkt, 14zb – Allen 22pkt)

 

Co do Jeremy’ego Lina to nie będę się jeszcze wypowiadał, bo trzy dobre mecze gwiazdy z niego nie czynią. Warto jednak zapoznać się z sylwetką Tajwańczyka, którego kocha obecnie cały Nowy Jork. Polecam artykuły poniżej. Jeśli chodzi o supergigant to jak zwykle kawał świetnej publicystyki. Gwiazdybasketu.pl  serwują za to bardzo ciekawy filmik. Enjoy!

http://www.gwiazdybasketu.pl/jeremy-lin.-odkrycie-objawienie-czy-ciezka-praca/

http://supergigant.blox.pl/2012/02/Linsanity.html

Share:
  • Facebook
  • Twitter

Shame on you guys…

Posted: 9th February 2012 by gackowski.wojciech in NBA
Tags: , , , ,
Comments Off

Nie wiem jak to się dzieje, ale przełom stycznia i lutego zawsze jest okresem pełnym emocji i to, niestety, niekoniecznie tych sportowych. Ale skoro sesja już z głowy to można wrócić do tego, co tak naprawdę w życiu ważne. NBA!!!


Dawno temu napisałem chyba coś o elementach, które zaskakują obecnie na plus, więc, jak obiecałem, należy popisać o ty, co na minus. A ponieważ już duuużo spotkań za nami, można ocenić to wszystko z perspektywy czasu. W związku z tym na miano minusików zasłużyli:

  1. Niestety Charlotte Bobcats. Na początku sezonu miałem nadzieję, że Walker i Biyombo tchną w tę drużynę nowe życie, ale sił starczyło tylko na 3 zwycięstwa… Był moment kiedy Walker i Augustin grali razem i nadzieja ponownie odrodziła się moim serduchu, ale jak to mówią: nadzieja matką głupich. Najsłabszy bilans w lidze (3-21), najgorsza ofensywa, jedna ze słabszych defensyw, seria 12 porażek z rzędu i ostatnie miejsce nie tylko w Konferencji Wschodniej, ale w całej NBA. Niechlubny rekordzie Cavaliers – nadchodzimy!
  2. Washington Wizards. Jestem naprawdę wyrozumiałym człowiekiem. Rozumiem kontuzję, rozumiem młodość, rozumiem problemy z chemistry w zespole. Ale jeśli Czarodzieje nie mieli w planie poprawiać swojej gry w tym sezonie, to po co narobili mi smaku końcówką poprzedniego? McGee od czasu do czasu coś pokaże, Young I Crawford zamiast zająć się grą patrzą jeden na drugiego i nie wiedzą co ze sobą począć, Vesely na razie nie potrafi się odnaleźć. Jedynie Wall gra swoje, ale on sam niewiele pomaga. Panowie, gdzie się podziała wasza magia?
  3. Jimmer Fredette. Koleś z taką przeszłością nie ma prawa prezentować się w tak marny sposób. Narzekał, że wchodzi z ławki? Dostał szansę w pierwszej piątce. Narzekał, że dostaje za mało piłkę? Zaczął oddawać po kilkanaście rzutów w meczu. Teraz ja ponarzekam. Jak to jest możliwe, panie Fredette, że najlepszy strzelec w całym kraju, rzuca ze skutecznością zaledwie 38%? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że psychika nie daje rady. Może więc czas zapomnieć o Jimmermanii i wziąć się za treningi?
  4. Derek Fisher. Nigdy nie był snajperem, nigdy nie był wybitnym asystentem, ale przynajmniej trafiał trójki. W tym sezonie nie dość, że rzuca 5 punktów na mecz, to jego skuteczność spadła do 37% i na dodatek trafia tylko co czwartą trójkę. Można narzekać, że Kobe chce wygrać sam, że Pau nie walczy jak powinien, że nie ma ławki, ale skoro doświadczeni nie potrafią zrobić tego, co powinni, to jak ma się dobrze układać w mieście aniołów? Pora na zmiany. I to szybkie.
  5. New York Knicks. Melo-who? Amare-who? Chandler-who? Bibby-who? Miała być walka o tytuł I najlepszy frontcourt w lidze, a zapowiada się na walkę o playoff. Całe szczęście, że walczą młodzi. Gdyby nie Fields, Schumpert i Jeremy Lin to wolę nie myśleć, gdzie byłaby teraz drużyna z Big Apple. Mister D’Antoni – it’s time to say goodbye!
Share:
  • Facebook
  • Twitter

Up’s and down’s

Posted: 30th December 2011 by gackowski.wojciech in NBA
Tags: , , ,

Za nami już prawie tydzień rozgrywek w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Stawialiśmy sobie wiele pytań i próbowaliśmy ocenić drużyny przed początkiem spotkań. Teraz nadszedł czas na pierwsze odpowiedzi.

UP’s

  1. Portland Trail Blazers. Drużyna, która chyba nie tylko mnie zaskoczyła najbardziej. Wydawałoby się, że po stracie Brandona Roy’a i kolejnym sezonie bez Grega Odena, team z Portland po raz kolejny będzie musiał ostro walczyć o byt wśród ligowych średniaków. Tymczasem Blazers nic sobie nie robią z przedsezonowych opinii i wygrali wszystkie rozegrane spotkania. Do tej pory rozgrywali co prawda tylko mecze na własnym parkiecie, ale zwycięstwa z Nuggets, Kings i 76ers to nie byle co. Pozytywnie napawa też postawa Blazers jako drużyny. Aż sześciu zawodników składu zdobywa ponad 10 punktów na mecz. Poza czterema zawodnikami z pierwszej piątki (Aldridge, Felton, Wallace i Matthews) podwójne zdobycze punktowe notują także Nicolas Batum i superrezerwowy Jamal Crawford. Piąty zawodnik podstawowego składu – Marcus Camby – co prawda nie imponuje ilością zdobywanych punktów, ale jest najlepszy na tablicach i w blokach. Jeśli do składu wróci Oden, a Blazers dalej będą grali koszykówkę up-tempo, to może to być najlepszy sezon w Portland od lat.
  2. Thunder/Heat. Najlepsza drużyna Wschodu i najlepsza drużyna Zachodu nareszcie pokazują na co je stać. W zeszłym roku było jeszcze miejsce na błędy, ale teraz każdy już wie, że ekipy z Miami i Oklahomy to najpoważniejsi kandydaci do mistrzostwa. Wielka Trójka wspomagana przez młodego Norrisa Cole’a to zespół grający nie tylko najszybszą, ale również najlepszą defensywnie koszykówkę na świecie. Jeżeli chodzi o ofensywę to zespół z Heat zajmuje wg mnie miejsce nr 2. Ale do Thunder nie jest daleko. Nie zmienia to faktu, że ciężko będzie przebić dokonania Duranta i spółki. Nawet LeBronowi.
  3. Rookies. Od pół roku podniecano się kilkoma nazwiskami. Irving, Walker, Freddette. I trzeba przyznać, że żaden z nich nie zawiódł. Ale trzeba przyznać, że w tym roku ogromna większość rokkies daje radę. Bo to nie tylko wymieniona trójka, ale także szybki i nieustępliwy Norris Cole (10,7 ppg), młody obrońca z Nowego Jorku Iman Shumpert (11ppg, 4zb), czy para Rubio/Williams z Wolves, która zdecydowanie przyspieszyła grę zawodników z Minnesoty. Każdy z wymienionych odgrywa coraz ważniejszą rolę w swoich zespołach i dobrze! Bo za kilka sezonów to oni będą mega gwiazdami, a im szybciej zaczną tym lepiej dla nas.
  4. Boris Diaw/D.J.Augustin. Największą gwiazdą Bobcats miał być Kemba Walker i być może tak będzie, ale na chwilę obecną to wymieniona przez mnie dwójka stanowi o sile tego zespołu. Augustin świetnie rozumie się z trenerem Rysi a ten pozwala mu na dyrygowanie poczynaniami drużyny. Rozgrywający będzie też wspaniałym mentorem dla młodego Walkera, który musi oswoić się jeszcze z nowym sposobem gry. Prawdziwym bohaterem Charlotte jest jednak Boris Diaw. Francuz w dwóch spotkaniach notował średnie na poziomie triple-double (12,5-13,5-8,5). Może i najważniejszy jest teraz Kemba, ale to Diaw wyrasta na cichego bohatera drużyny.
  5. Los Angeles Lakers. Mówcie co chcecie, ale po stracie Odoma i pierwszych czterech meczach bez Bynuma bilans 2-2 to mistrzostwo świata. Tym bardziej jeśli spojrzymy na to, z kim Jeziorowcy grali. Minimalna porażka z Bykami to wypadek przy pracy (koncentracja panowie), a przegrana z Kings to, no cóż, bolesna sprawa. Ale zwycięstwo odniesione nad trójką z Nowego Jorku to już nie byle co. Lakers na chwilę obecną mają jedną z najlepszych defensyw w lidze, a po powrocie Bynuma może być jeszcze lepiej.  Do zespołu nieźle wprowadzili się też McRoberts i Murphy, którzy starają się jak mogą, żeby załatać dziurę po Odomie. I wychodzi im to naprawdę nieźle.

A jutro o tej gorszej części … DOWN’s

Share:
  • Facebook
  • Twitter
Comments Off

Powiedzenie: „do trzech razy sztuka” na całe szczęście sprawdza się również na parkietach NBA i dzięki temu Lakers uniknęli kolejnej porażki. A jak poszło pozostałym zespołom?

Boston Celtics 107:115 Miami Heat (Rondo 22pkt, 12as – James 26pkt)

Zdecydowanie najlepszy mecz wczorajszego wieczoru. Pierwsza połowa została całkowicie zdominowana przez obronę Heat, która pozwoliła im na dużo swobody w ataku. Płomienie do sukcesu jak zwykle prowadzili James i Wade (kapitalne 4 bloki), ale równie jasno błyszczał rookie Norris Cole, zdobywca 20 punktów. Młody rozgrywający był pewny w ataku, a w obronie pokazał, że jest co najmniej równie szybki jak Rondo. Po stronie Celtów to ponownie RR był najlepszym zawodnikiem. Tym razem nieźle spisał się również Ray Allen (28pkt) i ponownie Brandon Bass (13 pkt). Jeśli Bass dalej będzie grał tak skutecznie z ławki to Harden może mieć poważnego konkurenta w drodze do wygrania klasyfikacji na najlepszego rezerwowego. Nie można też zapomnieć o najsłabszym punkcie Celtów. Jermaine O’Neal, podstawowy center tej drużyny, nie zdobył żadnego punktu i nie zebrał żadnej piłki przez trzy kwarty. W takiej formie Celtics nie mają co marzyć o tytule.

Utah Jazz 71:96 Los Angeles Lakers (Millsap 18pkt – Bryant 26pkt)

Trzecia noc sezonu I trzeci mecz z rzędu Jeziorowców. Tym razem jednak ogranie pozwoliło im zaprezentować się lepiej od Jazz, którzy wyraźnie nie wprowadzili się jeszcze w sezon. Lakers od początku kontrolowali przebieg spotkania, a pewnie do zwycięstwa prowadziła ich dwójka Bryant-Gasol. Duet zdobył łącznie 48pkt i 17 zbiórek. Innym jasnym punktem zespołu był WorldPeace, zdobywca 14 punktów i najlepszy zawodnik w końcówce pierwszej połowy, która zakończyła się runem 13-0 dla Lakers. Do zespołu z Miasta Aniołów nieźle wprowadza się też Troy Murphy, który stara się zastępować Bynuma pod tablicami. Jeżeli chodzi o Jazz, to najlepszym zawodnikiem był wprowadzony z ławki Millsap. Skrzydłowy wrócił niedawno po kontuzji, ale wobec słabej dyspozycji Jeffersona (2/16 z gry!) mógł pokazać na co go stać. Szkoda tylko, że przy wyraźnym prowadzeniu Jeziorowców trener Mike Brown nie pozwolił odpocząć Kobemu i jego nadgarstkowi…

Pozostałe spotkania:

Minnesota Timberwolves 95:98 Milwaukee Bucks (Love 31pkt, 20zb – Jennings 24pkt)

Atlanta Hawks 106:70 New Jersey Nets (Radmanovic 17pkt – Brooks 17pkt)

Sacramento Kings 79:101 Portland Trail Blazers (Cousins 16pkt, 11zb – Wallace 25pkt)

Share:
  • Facebook
  • Twitter

Magic of Christmas Time!

Posted: 27th December 2011 by gackowski.wojciech in NBA
Tags: , ,
Comments Off

Pierwsze dwa dni sezonu zasadniczego już za nami, więc można pokusić się o wstępne podsumowanie tego, co mogliśmy oglądać w dwa świąteczne wieczory.

Pierwszy Dzień Świąt był pełen nie tylko wrażeń związanych z objadaniem się przy rodzinnym stole, ale przede wszystkim tych związanych z powrotem NBA. Byliśmy świadkami pięciu spotkań, z których każde mogłoby być finałem konferencji, a nawet finałem przyszłorocznych playoff. Te pierwsze spotkania dały nam też odpowiedź na kilka ważnych pytań – wiemy już, że Knicks będą potęgą, wiemy, że w Los Angeles są nowi królowe i wiemy, że ubiegłoroczni mistrzowie będą mieli problemy, żeby ugrać coś więcej w tym sezonie. Ale, dopóki piłka w grze wiele może się zdarzyć. Czekajmy więc cierpliwie na kolejne spotkania.

I Dzień Świąt

Boston Celtics 104:106 New York Knicks (Rondo 31pkt, 13as – Anthony 37pkt, 8zb)

Wschód zawsze był bardzo wyrównany, ale w tym roku nie byłbym skłonny zgadywać, które drużyny wejdą do playoff. Knicks w tym spotkaniu pokazali dwa oblicza. Pierwsza połowa to dominacja absolutna zarówno w ataku (popisy Melo) jak i w obronie (6 bloków Chandlera). Gdy wydawało się, że dziadkowie z Bostonu nie mają szans swoje trzy grosze wtrącili młodzi Celtowie. Ponownie szalał Rondo, który był najlepszym zawodnikiem spotkania, a wspomagał go najnowszy nabytek Brandon Bass, który będzie powoli zastępował KG. Ostatecznie jednak to Knicks zwyciężyli pokazując, że na wschodzie powstała nowa siła, z którą należy liczyć się od początku sezonu.

Miami Heat 105:94 Dallas Mavericks (James 37pkt – Terry 23pkt)

Mistrzowie tylko potwierdzili przypuszczenia, że już nie są mistrzowskim zespołem. Mavs nie mieli żadnych szans w pojedynku z wielką trójką. Z drugiej strony to co grali James i Wade to jakiś kosmos. Zbierali, podawali, rzucali, blokowali, a team z Dallas po prostu nie istniał. Dirk nie był sobą, nie mógł znaleźć sobie miejsca, a pierwszą opcją w ataku był rezerwowy JET Terry. Jeśli tak dalej pójdzie to Mavs będą poza playoff, a Miami w końcu zdobędą tytuł, na który zasłużyli już w zeszłym sezonie.

Chicago Bulls 88:87 Los Angeles Lakers (Rose 22pkt – Bryant 28pkt)

Jeszcze jeden taki mecz w wykonaniu Jeziorowców I spokojnie będzie można przestawić się na kibicowanie Clippers. Oczywiście żarty żartami, ale jak można przegrać, kiedy prowadzi się 7 punktami na 2 minuty przed końcem i 6 punktami na 50 sekund do końca? Nie wiem, ale Lakers są w tym mistrzami. Kobe zagrał na swoim poziomie mimo kontuzji, a nieźle do ekipy wprowadził się McRoberts. Lakersi prowadzili pokonując Byki ich własną bronią (rewelacyjna obrona) aż do połowy czwartej kwarty, ale potem zgubiły ich straty i niewykorzystane rzuty wolne (Gasol, o zgrozo)…

Orlando Magic 89:97 Oklahoma City Thunder (Anderson 25pkt – Durant 30pkt)

Los Angeles Clippers 105:86 Golden State Warriors (Griffin 22pkt – Lee 21pkt, 12zb)

II Dzień Świąt

New Jersey Nets 90:84 Washington Wizards (Williams 23pkt – Young 16pkt)

Milwaukee Bucks 95:96 Charlotte Bobcats (Jennings 22pkt – Augustin 19pkt)

Spotkanie z cyklu: bardzo dziwne. Przez pierwszą połowę dominowały Kozły i nic nie wskazywało na to, że mogą przegrać to spotkanie. Świetnie grał Bogut, nieźle rozgrywał Jennings, wspaniałą zmianę dał Livingston, a Udrih dzielił piłki jak Nash za najlepszych czasów. W barwach Rysiów nie radzili sobie natomiast rookies. Biyombo nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca na boisku, a Walker nie trafiał do kosza i miał kilka niecelnych podań. Sytuacja odwróciła się w drugiej połowie. Kozły przegrały trzecią kwartę różnicą 16 punktów głównie dzięki bardzo dobrej grze na tablicach Borisa Diawa (9pkt, 11zb, 9as), który był najjaśniejszym punktem spotkania. W ekipie z Milwaukee zawiódł ostatecznie Bogut, który w drugiej połowie zebrał tylko jedną piłkę. Bobcats wygrali pierwszy mecz w sezonie i może wcale nie będą najsłabszą ekipę w tym roku…

Houston Rockets 95:104 Orlando Magic (Lowry 20pkt, 12as – Turkoglu 23pkt)

Toronto Raptors 104:96 Cleveland Cavaliers (DeRozan 15pkt – Sessions 18pkt)

Detroit Pistons 79:91 Indiana Pacers (Jerebko 17pkt – Granger 16pkt)

Tłoki zmierzyły się z moją ulubioną drużyną ze wschodu. I właśnie od tego chciałbym zacząć – drużyną. W barwach Pacers nie było zawodnika, który wyróżniałby się na parkiecie, ale jako jeden organizm spisali się rewelacyjnie. Obie ekipy miały problem ze skutecznością (poniżej 40 procent) i w takiej sytuacji decydująca okazał się gra na tablicach. Tutaj Pacers byli już nie do ruszenia głównie za sprawą Hibberta i Westa (7zb w ataku!), a także wchodzącego z ławki Hansbrough. Po stronie tłoków wspaniale do gry spowodowanej kontuzją wprowadził się Jonas Jerebko, zdobywca 17pkt.

Oklahoma City Thunder 104:100 Minnesota Timberwolves (Durant 33pkt – Beasley 24pkt)

Oklahoma wygrała to spotkanie, ale Wilki zmusiły team Thunder do pracy. Po raz kolejny nie zawiodła trójka młodych Grzmotów Durant-Westbrook-Harden (33-28-16pkt), ale po drugiej stronie barykady dzielnie czoła stawiali im Beasley i Love (22pkt, 12zb). Największym plusem tego spotkania jest jednak dobra forma dwójki młodych gwiazdorów z Minnesoty. Kilka pięknych asyst zaliczył Rubio, a Derrick Williams był trzecią opcją w ataku Wilków. Szkoda tylko, że nie trafił żadnej trójki, bo spotkanie mogłoby być jeszcze ciekawsze. Thunder na razie grają najrówniej, ale poczekajmy jeszcze kilka spotkań i wtedy zobaczymy, czy jest to prawdziwy materiał na mistrzów.

Denver Nuggets 115:93 Dallas Mavericks (Lawson27pkt – Nowitzki 20pkt)

Memphis Grizzlies 82:95 San Antonio Spurs (Gay 19pkt, 10zb – Ginobili 24pkt)

New Orleans Hornets 85:84 Phoenix Suns (Gordon 20pkt – Lopez 21pkt)

Los Angeles Lakers 91:100 Sacramento Kings (Bryant 29pkt – Thornton 27pkt)

Philadelphia 76ers 103:107 Portland Trail Blazers (Williams 25pkt – Aldridge 25pkt)

Chicago Bulls 91:99 Golden State Warriors (Deng 22pkt, 10zb – Ellis 26pkt)

Share:
  • Facebook
  • Twitter